Róże

Mówią wieki, czyli krótkie rozmowy z zabytkami cz. 7

Ktoś wzywał hiszpańską inkwizycję? Czyli do kogo należy trzeci głos w dialogu i jak teraz rozróżnić kto aktualnie mówi?

– Doprawdy! Czy nie przesadzacie aby, Panie, ze znęcaniem się nad Bogu ducha winnym człowiekiem, którego jedynym przewinieniem było, że kochał sztukę…? A ty… kobieto, w czym ty jesteś lepsza ode mnie?
– Kto to? – pytam nieśmiało.
– Wilhelm Jensen… – odrzekł Bóg.
– Tak, to ja. I nie wstydzę się swojej ciężkiej pracy, którą tak tu obśmiewacie! Spotkamy się za kolejne sto lat, to zobaczymy co powiedzą następni z tymi swoimi.. laserami, tak? Zobaczymy co powiedzą oni na temat tych twoich… plam! – Wilhelm Jensen, konserwator sprzed 100 lat, mówił z nieukrywanym rozgoryczeniem.
– Jak to, spotkamy się??? Poważnie? Jak to plam?
– No a co myślałaś wielka pani konserwatorko, że możesz tu tak zajrzeć, pogadać, zostawić swoje i nigdy więcej nie wrócić?
– No… a nie mogę? Boże?
– Niestety moje dziecko, Wilhelm ma rację… poniekąd. Po kawałku jesteśmy w każdym swoim stworzeniu, wy też, nie tylko ja.

Czytaj dalej Róże

Cisza

Mówią wieki – czyli krótkie rozmowy z zabytkami cz. 5

Aniołek (Rafałek jak się na koniec okazało) odjechał niespodziewanie. To znaczy mogłam się tego spodziewać, skoro skończyłam konserwację, ale jakiś taki niedosyt rozmów pozostał mi po nim… te dwa tygodnie to faktycznie nic.

Na warsztat wzięłyśmy kolejną gotycką rzeźbę z innego, równie starego ołtarza maryjnego – Bóg Ojciec i Matka Boska, oboje w koronach. Wielka gotycka rzeźba, która myśli, że nie żyje. Została całkowicie przemalowana ponad 100 lat temu przez miejscowego konserwatora, tzn kogoś, kto specjalizował się w tego typu „odświeżaniach” zabytków i na każdym dumnie pozostawiał swoje faramuśne logo (historykom znany z imienia i nazwiska). Poszanowanie dla wieków miał owszem, gdyż wszystko ponoć dokumentował (do sprawdzenia) a potem… przemalowywał. Z godną podziwu fantazją.

Czytaj dalej Cisza

Początek

Mówią wieki – czyli krótkie rozmowy z zabytkami cz. 1

Moja profesor od konserwacji malarstwa na studiach mawiała: „obraz jest jak stary, brudny, wyliniały kot, a wy jesteście jak weterynarz. Nie ważne ile wart jest sam kot – jeśli jest chory, trzeba go wyleczyć. Zwłaszcza jeśli ma właściciela, który chce za to leczenie zapłacić.”
Ale obraz to jednak przedmiot. Prawda?


Aktualnie czyszczę aniołka. Niewielkiego, drewnianego, ponad pięćset-letniego, więc raczej jest dużo wart… Ale jak na aniołka to pewnie i tak młody, myślę sobie, przecież one żyją w innej czasoprzestrzeni. Z drugiej strony pięćset lat w jednym miejscu…musi strasznie nuda być.
– No, masakra! – odzywa się aniołek – To moje trzecie wakacje dopiero, wyobrażasz sobie? A do tego nawet w kościele nuda, pustki, nikt już prawie nie przychodzi!
– Współczuję… – odpowiadam bezwiednie.
– A najgorsze, że nikt cię nie słucha, wszyscy tylko nadają, gadają, modlą te swoje prośby a czasem i groźby, bo przecież grzechów nawet nikt już nie żałuje i nie przeprasza, wszyscy tylko chcą, ciągle czegoś chcą! A nas traktują przedmiotowo jak maszynki do spełniania tych próśb…

Czytaj dalej Początek