Potrzymać ci wierzę?

Mówią Wieki, czyli krótkie rozmowy z zabytkami cz. 8

Zrobiłam co mogłam, żeby Bóg był zadowolony. Jak to się mówi: chciałam dobrze, a wyszło… całkiem ok. Rzeźba opuściła pracownię jeszcze przed świętami, nie było mnie przy montażu, nie zdążyłam się pożegnać. Znów został niedosyt…
A potem była przerwa świąteczna, zbyt długa. Wróciłam w połowie stycznia. Czekały na mnie trzy święte z tego samego ołtarza, co aniołek – Katarzyna, Barbara i jakaś trzecia. Wszystkie bardzo rozmowne.
– Umalujesz mnie tak ładnie jak Kasię? – zagaduje mnie Basia, kiedy czyszczę jej sukienkę – Bitte!
– Nie mogę!
– Rumieniec chociaż! Bitte bitte!
– Ale nie mogę namalować od nowa, czego nie było!
– Kiedyś było…
– No ale usunięto… Albo samo odpadło. Teraz tylko retuszujemy…
– A Kasi zrobiłaś przecież cały nowy rumieniec!
– Bo miała tam grunt. Czy stary kit, nie ważne, nie mogę ci malować po tym surowym drewnie przecież.
Święta Barbara nadąsała się. Zagaduję ją po chwili:
– Bez makijażu też wyglądasz super. Masz piękne włosy…. I figurę niczego sobie.
– Nooo tak, za Basią szaleją wszyscy święci! – odzywa się Katarzyna, ta od rumieńca, również święta – pieśni o niej układają!
– Naprawdę???
– A jakże! Nie ma u nas na ołtarzu takiego, co by się w niej przez te 500 lat nie zakochał! Ale tylko jeden z wzajemnością…
– Który??? Znaczy z wzajemnością który? – pytam w podobnym plotkarskim tonie.
– Oj tam oj tam, dajcie spokój – obruszyła się Basia. Gdyby miała karnację to byłoby widać czy się zarumieniła czy nie – wszyscy tacy niby zakochani ale wieży to żaden mi nie potrzymał. Wiecie jak to ciężko trzymać tą durną wieżę jedną ręką przez 500 lat!?! Nie macie pojęcia! I żaden nawet nie zaproponował, dżentelmeni od siedmiu boleści…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *