Bajka o królu

Mini-bajka o królu (z morałem i happyendem)
Dawno dawno temu… był sobie stary król, który miał żonę, dwie dorosłe córki i wnuka oraz skromne królestwo wyposażone standardowo. W zasadzie królowi nic do szczęścia nie brakowało i teoretycznie był całkiem szczęśliwy. Jak to jednak ze starymi królami bywa, teoria z praktyką nieraz lekko się rozmija i w rzeczywistości król miał swoje wady i problemy. Największą z jego wad było obrażanie – otóż król wprost uwielbiał się obrażać! Obrażał się nieustannie i o wszystko, co znacznie utrudniało porozumiewanie się z nim. Wystarczył źle dobrany zestaw wyrazów w zdaniu, przecinek nie po tej stronie czy, uchowaj boże, nieodpowiedni ton, (nie wspominając już o prawdziwej konstruktywnej krytyce, której przecież czasem podlegają wszyscy, nawet królowie) a król wybuchał dziecięcą wprost histerią i nie było już ratunku dla poddanych… Znaczy poddani i tak byli szczęściarzami, że nie żyją w zamierzchłych czasach, kiedy to królowie mogli ścinać im głowy za byle „przewinienie”! W czasach naszego króla takich praktyk zaniechano, zamieniając je w równie bolesne tortury przy pomocy wrzasków bezpośrednich, wyrzutów albo – co jeszcze gorsze – „głośnego telewizora”! (to ostatnie narzędzie tortur, wynalezione stosunkowo niedawno, w krótkim czasie zyskało ogromną popularność, stając się obowiązkowym wyposażeniem każdego niemal królestwa!)
Największym problemem króla była jego żona i córki, które nie chciały się go słuchać, a wręcz ciągle go krytykowały! Jednym słowem król stracił swój autorytet i władzę, w królestwie zapanował chaos i bezładne rozprzężenie i wszystko powoli ale systematycznie chyliło się ku upadkowi…
Wtedy właśnie, któregoś przeciętnie szarego i ponurego dnia, kiedy to akurat w telewizorze nie nadawano nic ciekawego a król chwilowo nie był na nikogo obrażony, w głowie zaświtała mu myśl. Właściwie to nie pierwszy raz już próbowała mu zaświtać, ale nigdy wcześniej jej się nie udało, bo w głowie króla był ciągle straszny tłok: a to przewijały się telewizyjne obrazy, a to chaos codziennych myśli, to znów wpadała złość i wszyscy musieli uciekać, albo było zamknięte, bo król akurat pił wino i nalewki… Myśl składała nawet podania i pisała pisma do strażników królewskiego umysłu  i sumienia ale ci, okazało się, nie umieją czytać w językach myśli, więc na wszelki wypadek wszystkie pisma odrzucali. Myśl czekała więc długo na ten moment by zaistniały wszelkie sprzyjające okoliczności i udało jej się wkraść do królewskiego umysłu i tam wreszcie mu zaświtać!
Z początku król nie bardzo ją zrozumiał, bo też nie mówił w języku myśli, ale poczuł coś dziwnego na tyle, że zaczął się zastanawiać! Zastanawiał się i zastanawiał aż nagle zorientował się, że w ogóle z tego wszystkiego zapomniał włączyć telewizora! „Chyba się starzeję” – powiedział do siebie, ale wkrótce przyszła żona a potem córki a on nawet się na nie nie obraził! I to zdziwiło go jeszcze bardziej… na tyle, że postanowił to przestudiować (bo musicie wiedzieć, że król w młodości był człowiekiem światłym i studia nad myślami były mu nieobce)!
Poszedł więc do królewskiej biblioteki i powyciągał zakurzone tomy, ale nie znalazł w nich odpowiedzi. Zasięgnął rady mędrca, wiedźmy, kapłana oraz internetu, ale też nie poczuł się lepiej. Znaczy czuł się ostatnimi czasy dużo lepiej, tylko nikt mu nie potrafił wyjaśnić dlaczego!?! Tymczasem w królewskiej głowie raz uchylona szczelina, przez którą owa myśl się wdarła rozpruła się już do rozmiarów potężnej dziury, przez którą wielkim i silnym strumieniem lała się MĄDROŚĆ! Prawdziwa, czysta, żywa mądrość wszechświata, którą król chciał koniecznie zrozumieć a nie potrafił…
W królestwie zapanowała konsternacja… Jak zwykle chodzono na palcach wokół króla, żeby się nie obraził, ale nikt nawet nie zauważył, że w tak zwanym między czasie król zupełnie przestał się obrażać! Nie miał też czasu na telewizję, bo całe dnie spędzał na zgłębianiu mądrych myśli innych mądrych królów, filozofów i mędrców. Mimo wszystko ciągle nie był szczęśliwy… Za to jego poddani i najbliższa rodzina coraz bardziej!  Bo nie dość, że mogli już prawie normalnie z nim rozmawiać – król miał teraz prawdziwy swój własny problem, wobec którego takie błahostki jak krytyka innych i obrażanie się o nią całkowicie wyblakły i straciły sens. No bo czymże są błahostki wobec prawdziwych problemów ŻYCIA? To jeszcze do tego król coraz częściej zaczynał prawdziwie SŁUCHAĆ innych! Co prawda tylko dlatego, że miał nadzieję gdzieś przypadkiem pomiędzy wierszami usłyszeć odpowiedź na swoje wewnętrzne pytanie, ale innym i tak to sprawiało przyjemność i z czasem zaczęli coraz częściej do niego mówić, a po kolejnych kilku latach prawdziwie i szczerze z nim ROZMAWIAĆ!
Niewiarygodne jak zmieniło się życie w całym królestwie! Jaki spokój nastał i radość i miłość i zrozumienie… Wiele lat zajęło królowi zrozumienie, że przez tą małą z początku szparkę, przez którą wdarła się pierwsza niejasna MYŚL, a która z czasem urosła do rozmiarów wielkiej dziury, a potem całej przestrzeni w jego umyśle, król nie tylko coś dostawał z zewnątrz, ale przede wszystkim wydostawał się przez nią sam za zewnątrz siebie, skąd widział dokładnie jak na dłoni wszystkie swoje ograniczenia, kompleksy i małostkowość i widział jak na dłoni jakie są one banalne i nic nie znaczące wobec ogromu i piękna jego całego ŻYCIA! Życia z innymi ludźmi i życia w ogóle! I że to o to właśnie chodziło od początku – o dystans, dzięki któremu widzimy właściwie proporcje między ludzkimi wadami i ułomnościami a ich wewnętrznym pięknem…
:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *