Bajka bez morału

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma rzekami i dziewięcioma morzami, w pewnym bardzo ładnym kraju mieszkali bardzo szczęśliwi ludzie, którymi rządził bardzo mądry Król. Król był nie tylko mądry ale i wykształcony wszechstronnie, gdyż studiował prawo, ekonomię, stosunki międzynarodowe (no OK. akurat tego kierunku nie skończył), historię sztuki, religioznawstwo, psychologię i inżynierię lądową. Znał też liczne języki obce, obsługę komputera w stopniu podstawowym oraz posiadał prawo jazdy kategorii Ó, co nie było w jego czasach żadnym szczególnym osiągnięciem, aczkolwiek nie każdy Król zadawał sobie ten trud, kiedy mając do dyspozycji licznych woźniców i kierowców, nie musiał prawie nigdy samodzielnie kierować żadnym pojazdem kołowym, szynowym, wolnobieżnym, szybkobieżnym czy rozbieżnym. Jednakowoż nasz Król wierzył, że edukacja jest kluczem do sukcesu oraz że nigdy nie wiadomo co cię czeka za zakrętem i nawet będąc żebrakiem można mieć wielkie wewnętrzne bogactwo w postaci mądrości własnej oraz nabytej na wyższych uczelniach…
Król miał też żonę równie wykształconą, mądrą i piękną, syna oraz trzy córki. Syn aktualnie przebywał za granicą w delegacji, gdyż pomagał królowi w rządzeniu i utrzymywaniu dobrych stosunków międzynarodowych a córki… córki niestety były nieco inne niż reszta rodziny – nie wykazywały ani w połowie takiego zamiłowania do nauki jak ich ojciec, interesowały się głównie modą i plotkami z życia rozmaitych grajków i śpiewaków w królestwie. Nieoficjalnie mówiło się, że królewny wpadły w tak zwane złe towarzystwo i pozostały pod jego magicznym wpływem, nikt jednak nie wiedział czym owo złe towarzystwo jest i jak się go pozbyć i czy w ogóle coś o tak enigmatycznej nazwie istnieje naprawdę, czy jest tylko wytworem fantazji królewskich medyków, którzy w wymyślaniu jednostek chorobowych byli nadzwyczaj dobrzy. Wręcz najlepsi na całym zachodnim pólwyspie i często władcy sąsiednich krain prosili Króla o przysłanie ich celem ustalenia diagnozy nadwornego kucharza, ekonoma czy też i samej Królowej!
W leczeniu jednak nie byli już tak dobrzy no a przynajmniej królewskim córkom nie potrafili pomóc. Wysyłali je do wód i nad morza, w góry i do klasztorów – każdą do innego oczywiście, ale panny szybko znajdowały jakiś dostęp do internetu i zaraz zaczynały kontaktować się ze sobą a wtedy nic już nie było w stanie wpłynąć na ich zachowanie. Wtedy to medycy dostrzegli wreszcie tą zależność i orzekli, że jedynym lekarstwem, aczkolwiek nie dającym stuprocentowej pewności, będzie całkowite rozdzielenie sióstr i uniemożliwienie im jakichkolwiek kontaktów między sobą. To nie było łatwe i jak dotąd nie udało się ani Królowi ani żadnemu z jego poddanych. Królewny miały niezwykłą moc perswazji i każdego potrafiły przekonać, zwieść, oszukać tak, że koniec końców ulegał ich namowom i przynosił skądś jakiś dawno nieużywany komputer, telefon, domofon, rurofon czy suzofon i panny znów zaczynały rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać i nie było temu końca, jakby sto lat się nie widziały i miały do opowiedzenia całe życie albo i ze dwadzieścia żyć….
Wtedy niespodziewanie przyszedł ten list. List od poddanego – zwykłego obywatela, który mieszkał tu w królestwie i sytuację na zamku znał z gazet, radia i telewizji, a że był mądrym i uczciwym obywatelem, jak wszyscy mieszkańcy, wielce się problemami monarchy interesował i kiedy tylko przyszedł mu do głowy pomysł nie wypróbowany jeszcze przez medyków, zaraz o nim napisał w bardzo oficjalnym mailu wysłanym na specjalnie w tym celu założony adres internetowy: krolewny3@poczta.zachodnipolwysep.com
Śmiałek ten twierdził, że jedynym rozwiązaniem jest siostry ze sobą skłócić (czego notabene już próbowano) ale najlepiej przy pomocy miłości. I sam podawał siebie jako chętnego żeby rozkochać w sobie wszystkie trzy a potem potajemnie romansować z każdą z nich, co wzbudzić miało zazdrość pozostałych i podważyć siostrzaną wierność i lojalność. Pomysł sam w sobie nie wzbudzał kontrowersji, raczej politowanie i niedowierzanie, że jakiemuś pierwszemu lepszemu z ulicy śmiałkowi udałoby się pozostać nieczułym na wdzięki i magiczną moc  sióstr i uwodząc je pozostać niewzruszonym jak głaz. Królewny znane były ze swoich wdzięków i rozlicznych romansów, których obiekty zawsze pozostawały zrozpaczone ze złamanymi sercami, podczas gdy one, niewzruszone biegły dalej na kolejną dyskotekę…
Król był jednak zdesperowany i postanowił śmiałka przyjąć.
Tego dnia świeciło piekne czerwcowe słońce, ptaki kwiliły gdzieś w zaroślach a z radia w kącie sali tronowej sączył się leniwie jakiś zapomniany dżezowy kawałek na saksofon, tubę i fortepian. Wtedy do sali wszedł ON. Wielki jak góra, silny i opalony, jego włosy mieniły się wszystkimi barwami wschodzącego słońca a skóra lśniła od porannej rosy. Na opalonej twarzy miał kilkudniowy blond-zarost, którego nie było właściwie w ogóle widać dopiero przy bliższym kontakcie czuć było jego przyjemne drapanie. Błękinte oczy o długich blond-rzęsach patrzyły śmiało wprost w samo sedno człowieczej duszy – wyglądał jak młody bóg, który dopiero co narodził się z morskiej piany czy skądś tam skąd rodzą się bogowie…
Serce Królowej zabiło mocniej mimo woli a w sercu Króla zawitała na nowo nadzieja. Przepytano śmiałka pośpiesznie z matematyki, fizyki, historii współczesnej i geografii, co w zasadzie nie byo konieczne, jako że panny nie wykazywały zainteresowania żadną z tych dziedzin. Jeśli chodzi o modę i plotki z życia miejscowych gwiazdek szołbiznesu to okazało się że jest w tych dziedzinach nad wyraz obeznany. Zaraz przybiegła więc wizażystka, spec od PR i  fotograf, a nim dobiegło południe plan był gotowy i wszystko dokładnie przemyślane. Zatrudniono menedżera i sztab speców od wizerunku w sieci, którzy mieli zadbać o to by Emun, bo tak nazwano śmiałka, stał się nowo odkrytą rewelacją przemysłu muzycznego w królestwie. Wkrótce jego zdjęcia były wszędzie, miał strony na wszystkich portalach społecznościowych i fankluby w sieci, co akurat nie było trudne do osiągnięcia, wystarczyło tylko sfotografować go w odpowiednim świetle i puścić w tle romantyczną muzykę, ktorej nawet sam nie musiał śpiewać, bo przecież to nie ma znaczenia w dzisiejszych czasach… Wieść obiegła królestwo w tempie błyskawicy i zaraz już drukowano plakaty o koncercie Emuna  w samym pałacu! Podczas wielkiego święta z okazji urodzin Loriny – najmłodszej córki Króla.
Tłumy fanów pod bramami pałacu, wszędzie straż i fanfary, złota limuzyna zaprzężona w dwadzieścia białych rumaków, z której wysiada ON – Emun – nowa gwiazda i obiekt zachwytów piękniejszej połowy królestwa. Błyski w oczach królewskich córek, godziny strojenia się i ćwiczenia min przed lustrami a potem wreszcie sam koncert! Zachwyt i pisk, łzy uniesienia i wzruszenia, piosenka z dedykacją specjalnie dla niej i kwiaty na scenie, urodzinowe fajerwerki i prawdziwy prezent w postaci wspólnej kolacji przy świecach i całej nocy tylko dla niej. Emun, jakkolwiek szarmancki i romantyczny, pozostawał do końca dżentelmenem i nie dał się zaciągnąć na królewskie komnaty. Noc skończyła się jedynie romantycznym pocałunkiem o wschodzie słońca w parku, gdzie czekała już na niego złota limuzyna. I niczym więcej.
Nazajutrz królewna cała szczęśliwa i nie ma co ukrywać, zakochana, szczebiotała jak zwykle z siostrami równie podekscytowanymi jak ona a temat ich rozmów był tylko jeden.
Król wywiedziawszy się najświeższych niusów od pałacowych plotkarzy: o czym to rozmawiają królewny i czy Emun spędził noc z Loriną czy też nie, zatarł ręce z radości czując, że całkiem możliwe, że jego nowy plan okaże się tym razem skuteczny i zakończy problemy z córkami na zawsze!
Niewinny romans Emuna trwał. Zbliżała się kolejna uroczystość z okazji kolejnych urodzin i wszystko przebiegło podobnie jak z najmłodszą. Średnia córka króla – Mandela wiedziała już co ją czeka i czego się spodziewać i liczyła w głębi duszy, że Emun po prostu nie lubi takich młodych dziewczynek jak Lorina, zaś ona – starsza i dojrzalsza – ma dużo większe szanse i wie lepiej jak uwieść prawdziwego mężczyznę… Przeliczyła się niestety. Podobnie jak najstarsza Rozula, która wyciągając wnioski z lekcji młodszych sióstr, przyjęła taktykę obojętnej i niedostępnej, licząc, że taką właśnie pokocha ją Emun zdobywca, że jego męskie ego nie zniesie porażki w postaci obojętnego kobiecego serca i zacznie walczyć, a wtedy to ona będzie „górą”… Niestety i to nie podziałało – wszystkie trzy siostry pozostały rozkochane w jedynym niedostępnym i choć sfrustrowane i złe, ciągle jeszcze trzymały się razem, ale widać było jak krucha to więź, jak mało potrzeba by wywołać trzęsienie ziemi na zamku. Wtedy właśnie miało zacząć się potajemne romansowanie – gwóźdź do trumny siostrzanej miłości, mający skłócić je na zawsze. Było już tak blisko tego celu i właściwie wszystko potoczyłoby się zgodnie z planem, gdyby nie jeden mały, nieprzewidziany incydent.
Bo otóż pewnego pięknego dnia, kiedy słońce jesienne ciepło świeciło, ptaki szykowały się leniwie do odlotu, łąka pachniała skoszoną trawą a z uchylonego pałacowego okna sączyło  się po raz ostatni w radiu „Lato” Vivaldiego,  właśnie wtedy, zupełnie niespodziewanie powrócił do kraju Królewicz. Trzy siostry i Emun popijali drinki na pałacowych leżakach, delektując się niewinną rozmową pełną erotycznych podtekstów, kiedy nagle z hukiem i rykiem, wzniecając tumany kurzu, wyrosło przed nimi czerwone beemwu zaprzężone w dwa czarne jednorożce, a kiedy kurz i napięcie opadły, z wozu wysiadł Królewicz Igorij – jak zwykle piękny, wesoły i dobrze ubrany, jego czarne oczy i czarne włosy podkreślały opaleniznę gładkiej skóry, jeszcze ciemniejszej w zachodzącym jesiennym słońcu a białe zęby lśniły w rozbrajającym uśmiechu. Szedł miękkim, tanecznym, rozbujanym krokiem w ich kierunku. Siostru rzuciły się z piskiem na powitanie brata a serce Emuna mocniej zabiło. Wtedy ich spojrzenia się spotkały i… i obaj wiedzieli że czekali na ten moment całe swoje życia, że to właśnie siebie szukali pośród tłumów innych podobnych lub nie podobnych mężczyzn i kobiet….
Potem wszystko potoczyło się tempem jednostajnie przyspieszonym w kierunku ogólnonarodowej katastrofy. Królewicz oświadczył że jest gejem i oświadczył się Emunowi, na co tamten z radością przystał, Królowa dostała globusa, nazwanego nowocześnie przez medyków depresją lub stanem przedzawałowym, Król podał się do dymisji i wyemigrował na wschód w poszukiwaniu Prawdy i głębszej mądrości ogólnożyciowej, a królewny zjednoczone wspólną nienawiścią wobec brata oraz niedoszłego kochanka rzuciły się w wir życia pełnego zabaw i imprez jeszcze intensywniejszych niż kiedykolwiek wcześniej….
Koniec.
Morał?
hmmm…
to już indywidualna sprawa czytelnika ;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *