2014

– w morzu zatonął obcy tankowiec i nie możemy się kąpać – oznajmił mój syn wczoraj przed kolacją
– że co? – pytam inteligentnie, wyrwana z zadumy nad siekaniem szczypiorku
– zatonął obcy tankowiec!
– łomatko! obcy czyli skąd? z Rosji?
– no z Polski
– jak z Polski to polski tankowiec a nie obcy – próbuję wpoić dziecku elementarne poczucie tożsamości narodowej, którego sama za wiele nie mam…
– nieeeee, obcy bo to z innej Polski, nowej!
– aha… (chwila ciszy do namysłu nad kolejnym inteligentnym pytaniem) a gdzie jest ta nowa Polska? – granice się ostatnio zmieniają, kto wie, może dziecko ma jakieś „dojścia” do wiedzy, myślę sobie i siekam dalej
– nowa jest niedaleko starej, ale to musimy polecieć kosmosem…
– czym???
– no kosmosem, żeby ją zobaczyć, bo ona jest w kosmosie!
hmm… no takiego obrotu sytuacji politycznej to bym się nie spodziewała
;)

6.01.2014
Przed weekendem, u koleżanki Anki, Olaf lat 4,5 bawił się spokojnie z Lilką lat 5,5 a kiedy przyszła wreszcie pora obiadu wołamy: dzieciaaaki OOOBIAD, chodźcie jeść! W odpowiedzi zaś niewinny głosik oznajmia rzeczowo: jeszcze nie mama, bo właśnie robimy sobie loda…
Na chwilę świat zamarł – Ziemia stanęła, Słońce zamrugało ze zdziwienia a ptaki zawisły na niebie – wiecie, żeby dać nam trochę czasu na powtórne przeanalizowanie usłyszanego komunikatu werbalnego i podjęcie odpowiedniej decyzji: wybuchnąć śmiechem, płaczem czy interweniować!?
Lód był oczywiście Z CIASTOLINY! (a co myśleliście zboczeńcy!?) Której to ciastoliny syn mój nie omieszkał spróbować (za namową złej koleżanki przecież)!
No…  nie jest łatwo, nie jest… a co dopiero za lat kilka (naście?)
:O

9.01.2014
Wczoraj zaprezentowałam totalną porażkę metod wychowawczych… Publicznie ją zaprezentowałam, w NOWYM przedszkolu przy nowych paniach, ciociach, dzieciach, misiach, klockach i puclach… achhhhh….
Bo otóż z nowym rokiem zmieniliśmy przedszkole (na bardziej przyjazne dzieciom) i już pierwszego dnia Olaf urządził tam megaawanturę na krzyki, płacze, piski, tupanie i bicie mamy!!! Czyli mnie! :O A wszystko dlatego jedynie żeeeee….. ZA WCZEŚNIE PO NIEGO PRZYJECHAŁAM!  Bo on jeszcze chciał zostać dłużej, bo jest tak FAJNIE! Nie wiem co te panie-ciocie sobie o nas pomyślały… w sumie ich sprawa… ale ze wstydu się spaliłam totalnie i wiele razy.
Taka refleksja na dzień przed egzaminem z psychologii he he he
Dobrze, że nikt nam nie robi egzaminu na rodzica…
;]

Oraz o mało co nie przyjęłam propozycji pracy – UMYSŁOWEJ – podkreślam, bo to ma znaczenie, za całe 26zł/godz. brutto… BRUTTO!? i bynalmniej nie na 8 godzin dziennie, bo możeby i uzbierała się wtedy jakaś średnia krajowa, ale na 2 godziny tygodniowo…

20.01.2014
Śniła mi się ostatnio katastrofa lotnicza, której byłam świadkiem  na warszawskim lotnisku przypadkiem. Wielki pasażerski biało-pomarańczowo-czarny samolot (taki Nemo)  zaraz po starcie zaczął robić w powietrzu dziwne piruety, po czym runął z hukiem pionowo dziobem w ziemię, że aż się zatrzęsła! Oczywiście powstała panika na lotnisku (nie wiem po co) wszyscy zaczęli uciekać a ja wraz nimi…
Śnią mi się też podziemne zabytki Lublina (?) – podziemno-podwodne właściwie korytarze, bo nagle można wyjść nimi na środek rzeki ponad powierzchnię… taki punkt widokowy. A potem slumsy. A potem polany wśród gór. I romanse… ;]

A dziś śniła mi się siostra rodzona z wielkim brzuciem w ciąży, a rano Olaf oznajmia przejęty:
– mamo śniło mi się że urodziłaś mi braciszka! Urodzisz, urodzisz???
– oboże! A dlaczego ja? Ciocia Agata nie może? Byś miał kuzyna wtedy, to prawie to samo…
– nie, ja chcę braciszka prawdziwego, żeby z nami mieszkał!
– daj mi spokój z tym braciszkiem, rozmawialiśmy już o tym (nie raz), pogadaj z tatusiem, bo to również troszeczkę od niego zależy…
– no… a nie dałoby się tak bez tatusia?
– bez tatusia? Czyli JAK? Z kim? – aż przerwałam pakowanie ciekawa jakież to kreatywne rozwiązanie mi mój syn nieuświadomiony w desperacji zaproponuje
– no tak z ciocią Anią na przykład?
– yyy… czyli JAK?
– no wiesz….
No właśnie nie wiedziałam, podobnie jak on sam i bynajmniej nie wiem nadal czy chodziło o jakieś podsłuchane rozmowy czy o fakt, że w.w. ciocia ma dziecko a nie ma męża chwilowo (znaczy MOŻNA bez!), czy też zła cywilizacja zawitała do wioskowych przedszkoli (żeby nie powiedzieć dżender) i propaguje wizje rodzin z dwoma mamusiami…?
Tak czy owak łatwo nie jest…
;)
Obie wyżej wymienione ciocie niniejszym przepraszam za takie nadużycie wizerunku a wszelkie pogłoski o ciążach w rodzinie są oczywiście nieprawdą a tylko snem własnym!

30.01.2014
Zaczęło się od zwykłej mapki google na jakiejś stronie internetowej, z zaznaczonym obiektem, niedaleko którego przeczytałam przypadkiem znajomo brzmiącą nazwę innej miejscowości… co to było? Gdzie to było? Kiedy tam byłam??? Szybko sobie przypomniałam… Zobaczyłam wakacje sprzed lat, górski krajobraz, siebie 15 lat młodszą i z nienacka ogarnęło mnie dojmujące poczucie straty. Wspomnienie było TAK niewiarygodnie odległe, choć nie zawodziła mnie pamięć, widziałam dokładnie wszystko i wiedziałam ze szczegółami kiedy to było i jak było… ale bolała najbardziej właśnie ta odległość, fakt że nie ma już tej osoby, nie istnieje fizycznie ta ja, która to wszystko pamięta, zmieniła się na zawsze, nieodwracalnie i TAK bardzo!…
Pamięć podobno zapisuje się w ciele. Pamięć komórkowa. A komórki obumierają i odradzają się i co 7 lat jesteśmy w 100% odnowieni, nie mamy już ani jednej starszej niż 7 lat… i pewnie tą pamięć cielesno – komórkową utraciłam i tego mi żal… Choć mam bardzo wyraźne wspomnienia w głowie, odtwarzam je jak kolorowy niemy film. Niemy, bo brak w nim emocji, nie został ani skrawek tamtych uczuć. Jestem zupełnie inną osobą i trudno mi to sobie wyobrazić jak mogłam być tą młodą sobą sprzed lat i myśleć to, co myślałam i czuć to co czułam…? Nie żałuję niczego, nie tęsknię za przeszłością, teraz mam dużo więcej, jestem dużo bardziej, wiem więcej i czuję głębiej… a jednak żal tej młodej, niewinnej, słodko naiwnej i śmiesznej dziewczyny….

7.02.2014
Nie wiem czego się Olaf ostatnio nasłuchał czy naoglądał, bo dzisiejsza jego poranna opowieść przekroczyła nawet moją bujną wyobraźnię…
Nie umiem tego odtworzyć w całości, więc przytoczę tylko skrót tego co się mu NAPRAWDĘ przydarzyło w nocy: otóż w nocy syn mój był w krainie przyjaciół, gdzie wszystko było lśniące nawet ludzie! Jak się tam dostał? Przyszło po niego lśniące i go zabrało, przez szparę w oknie, ale żeby się zmieścił musiało go zrobić płaskim jak deska… Jak ja też chcę to następnym razem też mnie zabierze, chociaż jestem duża więc nie wiadomo czy uda się mnie spłaszczyć na deskę (osobiście uważam, że z tym to akurat nie byłoby problemu)… ale jest jeden warunek – nie mogę otworzyć oczu dopóki mi nie pozwoli!
Ta lśniąca to była kraina przyjaciół, z której są schody do krainy kosmosu a jeszcze wyżej krainy bajek, a resztę to zobaczymy następnym razem! To dopiero będzie niesamowita przygoda!!! – opowiadał z entuzjazmem długo i bujnie, a ja chyba muszą zainwestować w dyktafon…

14.02.2014
Jeśli chodzi o wiosenne porządki to w tym roku  chyba nikt mnie nie przebije, gdyż umyłam właśnie okna dziś czyli 14-go lutego! Właściwie to jedno okno ale za to wielkie tarasowe i z obu stron! Motorem do podjęcia tak absurdalnej czynności o tak absurdalnej porze była (oprócz zbliżającej się pełni) chęć wypróbowania samodzielnie przyrządzonego płynu do mycia, który właśnie „dojrzał” do użycia… no i działa.
;]

…a w dojczlandzie wiosna! +15, słońce świeci, bratki kwitną na klombach, żurawie latają po niebie…
W radiowych wiadomościach w kółko i na okrągło afera z jakimś politykiem podejrzanym o pedofilię, do znudzenia – dyskusje, relacje, opinie specjalistów! A ludzie z wypiekami na twarzach łykają tą papkę jak u nas Andżelinę, mamę Madzi czy innego… i nikt nawet nie zastanowi się CO się właściwie w tym momencie dzieje „w tle”? Jaką niepopularną ustawę  Bundestag przepycha w sztucznie stworzonym zamieszaniu medialnym? Czyje odejście czy pojawienie się na scenie zagłusza się tym szumem? itp… Nie wiem, bo się nie orientuję w tutejszej polityce, ale doświadczenie, zdrowy rozsądek i nabyta zdolność analitycznego myślenia oraz wyciągania wniosków podpowiadają mi, że jak banalny skandalik rozdmuchuje się do takich rozmiarów, to coś śmierdzącego się za tym kryje…
Osobiście stuknie mi niebawem 20lat bez telewizora hahaha! Żaden wyczyn w dzisiejszych czasach – wyczynem byłoby regularnie oglądać i nadal mieć własne zdanie ;]

18.02.2014
Witaj! Czym jest dla ciebie hipnoza?
Szefowo daj zeta na bułkę…
Dzień dobry, czy chcesz poznać BOGA?
Oooo, jaki ładny kapelusz!
Przepraszam, ma pani drobne?
Słoneczny dziś dzień, idzie wiosna!
…a koleś w kombinezonie jak nigdy nic odkurza chodnik…
Wysysa białe drobinki spomiędzy prastarej kostki brukowej na rynku, gdzie przed chwilą był targ i komuś się coś rozsypało. Przystaję na moment popatrzeć, bo nigdy jeszcze nie widziałam tak głośnego odkurzacza z napędem na cztery osie, wstecznym na sygnale jakby conajmniej cofała karetka i megawielką szczotką ssącą, co ssie z półobrotu, w poziomie i pionie i skosie i w stanie nieważkości też pewnie ssie a nawet w próżni…
No i co z tego? Vacume cleaning sucks – odpowiadają znudzone pająki…
Chyba czas wracać do domu.

5.03.2014
STO LAT SAMOTNOŚCI!
I bynajmniej nie chodzi mi o ostatni weekend odcięcia, kiedy to dostawca internetu przprowadzał „pace techniczne” nie odbierając przy tym telefonów, ani też o ciche dni z mężem czy też o jakąkolwiek sytuację życiowo-osobistą ale dosłownie chodzi mi o książkę G. G. Marqueza! Bo otóż wreszcie po latach ją czytam znalezioną w zakamarkach regału (w które zajrzałam w poszukiwaniu informacji w tenże odcięty od Wikipedii weekend właśnie), opisaną nazwiskiem jakimś cudzym (znaczy nie moja) i jest piękna! Jak Dostojewski i Moda na sukces w jednym, ze szczyptą egzotyki z zupełnie przeciwnego krańca świata – takie opowieści lubię najbardziej :D
Ponadto z wyjazdów feryjno-zimowych przywieźliśmy nowego członka rodziny. Nie, nie jest człowiekiem ani zwierzęciem, ale bezsprzecznie MA DUSZĘ i to pewnie starszą od mojej o jakieś kilka tysięcy lat… I teraaz powstaje dylemat natury ontologicznej (chyba?) – kto jest kim dla kogo w tym związku? Czy ja przez te marne kilkadziesiąt lat swojego życia mogę coś wnieść do życia, które trwa tysiące lat???
To jest dopiero samotność żyć tak długo i do tego zupełnie niedostrzeżonym…

Rozwieszając dziś pranie zdałam sobie nagle i po raz pierwszy w życiu sprawę z ogromu odpowiedzialności, jaki spoczywa na mnie jako „pani domu” (żeby nie powiedzieć kurze domowej)! Bo otóż nie chodzi tylko żeby było wyprane, posprzątane i ugotowane, ale przede wszystkim żeby ZDORWI BYLI! A to już nie taki banał!

10.03.2014
– mamo a dziś u nas w przedszkolu w łazience to pachniało jak na basenie w Grójcu
– aha, a jak pachnie na basenie w Grójcu?
– no tak jak w naszej łazience dziś w przedszkolu!
– czyli czym pachniało?
– no basenem!
No przecież, a co ja chciałam usłyszeć? Że chlorem?
Poza tym syn mój również zaczął dociekać szczegółów i zadawać trudne pytania natury niemal filozoficznej:
Mamo, a co to właściwie jest mydło?
Mama, skąd się bierze papryka?
A co to właściwie jest radio?
A po co właściwie jest szkoła/przedszkole/buty/słońce/pies/babcia?

13.03.2014
Śniła mi się wojna. Ewakuacja ludzi na wielkich wozach ciągniętych przez rowerzystów i drogi zablokowane niekończącą się kolejką obitych dechami samochodów wojskowych w przeciwnym kierunku niż my czyli w stronę jakiejś granicy… Gdzieś po drodze zgubiłam rodzinę a w plecaku na prędce zapakowanych najpotrzebniejszych rzeczy znalazłam… dokumentację konserwatorską! I to nawet nie mojej produkcji tylko cudzą, obiekt też nie znany…
Jakieś pomysły na interpretację? Poza tym, że pełnia się zbliża?
;]

20.03.2014
Ten moment kiedy w słowach i zachowaniach dziecka dostrzegasz siebie… to jeden z piękniejszych momentów macierzyństwa:
– czemu nie patrzyłeś pod nogi – pytam Olafa po tym jak potknął się o łopatę do odśnieżania stojącą ciągle przy wejściu
– patrzyłem, patrzyłem! I taki był ładny widok, że się przewróciłem…

2.04.2014
Od półtora tygodnia latam, biegam, dźwigam (w sumie to już ze 200kg.), organizuję, liczę, wykłócam się, wyjeżdżam i wracam! Byłam też na koncercie oraz na 2dni w górach i już nawet nie pamiętam jak to jest nie mieć zakwasów… I dziś właśnie ciało moje piękne zbuntowało się wreszcie przeciw takiemu traktowaniu i zafundowało mi  bliżej niezidentyfikowaną gorączkę… No nie można przeginać, nie można… więc leżymy – ja i robota.
:)

4.04.2014
Dziś w nocy wybuchła bomba! Właściwie to trzy – pierwsza głośno ale jakby z oddali, a od drugiej mało szyby w oknach nie powypadały!!! Zawyła syrena strażacka ale przerwał ją wybuch trzeci! Popędziliśmy na górę wyglądać gdzie się pali, skąd nalot, dokąd uciekać i z kim w końcu ta wojna, ale nic nie było widać… A rano okazało się że to tylko tir eksplodował na drodze (po której tirom zakazane) zaledwie kilometr od nas – czyli normalka, nuda i szara codzienność…
Jeszcze nigdy nie widziałam tak zwęglonej do cna ciężarówki.

17.04.2014
Pan specjalista – oficjalny i profesjonalny serwisant od pieca – jakieś 2 godziny temu na moich oczach przeciął kabel od pieca nożem… Podłączony do kontaktu kabel od pracującego pieca!!!… Bo pomylił kable… Skończyło się to oczywiście wybuchem, po którym zapanowała ciemność. Na szczęście wszyscy przeżyli. Piec też raczej.
Jeszcze jestem w szoku.
Chciałam mieć piec rakietowy prawdziwy a nie jakieś tam elektryczne fajerwerki! (bo chyba żeśmy się nie zrozumiały z tą siłą wyższą  życzenia spełniającą) ;P

26.04.2014
Zalała nas woda przez komin.  Właśnie teraz, po 5 latach mieszkania mniej więcej bezproblemowego. Szukam w tym drugiego dna i ukrytego sensu. Może dom się wkurzył? Obraził? Przestraszył? Zwątpił? Usłyszał jak rozmawialiśmy o nowym, innym, ewentualnym, glinianym, w bliżej nieokreślonej przyszłości? Moooże kieeeedyś, ale on źle zrozumiał, że teraz…? Kto wie jak rozumują domy…
I mnie zalał ten deszcz smutkiem jakimś nieokreślonym. Albo to smutna nuta przez uszy się wlała i wpadła w rezonans z głęboko ukrytymi pokładami smutku w sercu, który wpadł w rezonans z całym smutkiem dzisiejszego świata… I tak powstaje klasyczcny weltschmerz…
A panowie dekarze z pzu przyjechali w 3 godziny od mojego telefonu ze zgłoszeniem „szkody” i w zasadzie jest już po wszystkim. W sumie godne pochwały publicznej ;)

3.05.2014
Nie należałam nigdy do tych, co lubią mieć nad wszystkim kontrolę, wręcz przeciwnie – odpowiedzialność chętnie zrzucam. Ale ostatnio nie mam na kogo zrzucić i powoli narasta we mnie poczucie nie ogarniania rzeczywistości codziennej awaryjno-remontowej! Wieczorami zaś dla relaksu i odmóżdżenia czytam o nietrywialnych miejscach zerowych funkcji dzeta w hipotezie Riemanna. Znacie? Nie? Ja też nie znałam i chyba mogę powiedzieć, że nadal nie znam, ale czytam z przyjemnością, pewnie po to żeby poczuć, że są na świecie rzeczy jeszcze trudniejsze do ogarnięcia ;]

A ze spraw dziwnych to ostatnio po raz pierwszy w życiu wyjęłam własnoręcznie (to znaczy przy użyciu pensetki) kleszcza, a nawet dwa kleszcze JASZCZURCE! Nie sobie, nie psu, kotu czy dziecku ale prawdziwej, żywej, zielonej jaszczurce. Pod pachą miała. Przednią pachą konkretnie… A pisklaki z gniazda w dachu wypadają martwe jedno po drugim. Już cztery wypadły i nie wiem czy zaraza jaka czy kukułka?
Za to mozaiki skończone…

Przerwa na reklamę
(uwaga, zawiera agresję i brzydkie wyrazy! ale nie mogę dłużej obojętnie słuchać reklam radiowych):

Jeśli jesteś jedną 328miliardów osób na świecie, których przewód pokarmowy nie toleruje gówna (to tylko 97,9% populacji), weż GÓWNALUX-CONTROLL! Jedna tabletka dziennie zapobiegnie takim niechcianym dolegliwościom jak zgaga, mdłości, wymioty, wzdęcia, bóle brzucha, biegunka, jakie pojawiają sie po spożyciu produktów zawierających gówno. Weź GÓWNALUX-CONTROLL  i ciesz się swoimi ulubionymi smakołykami już dziś! Produkt dostępny bez recepty w superekonomicznych opakowaniach po 365tabletek za jedyne 0,99zł. I nie musisz konsultować się z lekarzem ani farmaceutą! GÓWNALUX-CONTROLL – lek na wszystkie bolączki współczesnego świata!
Światowa Organizacja Promocji Gówna ostrzega: prawidłowo zbilansowana dieta twojego dziecka powinna zawierać dziennie przynajmniej trzy porcje pełnowartościowego, wysoko przetworzonego  gówna!

17.05.2014
Po prawie 10 latach przerwy byłam wczoraj na Nowej Tradycji! Z pewną taką nieśmiałością pojechałam, pamiętając tłumy młodych ludzi, mając sama 10 lat więcej… a tu??? A tu średnia wieku 30+, zero młodych ludzi, kupa pustych miejsc (bilety jedyne 20zł)…
No ale MUZYKA!!! Muzyka na szczęście ciągle żywa :D

20.05.2014
W Dojczlandzie upały. Rozebrany do pasa robotnik na rusztowaniu o ciele opalonym i pięknym udaje że maluje okno, Cygan w dresie na chodniku gra na gitarze całkiem przyjemnie, fontanna szumi leniwie, pani ekspedientka w sklepie z odzieżą zachwyca się moimi spodniami kupionymi w GRO na Dniu Ziemi, a pan z rynku częstuje czereśniami… no i oczywiście szparagi 4 kg za 10 euro głośno na całe miasteczko sprzedaje, bo dzień targowy! A obok stoiska ze szparagami pan z maszyną do obierania ich na miejscu, coby samemu w domu nie ślęczeć nad tymi 4 kg pół dnia. Sielanka jednym słowem! Gdyby nie fakt, że większość filmików na Youtube jest tu zablokowana, nie mówiąc już o wrzucie, chomiku czy innych takich udostępniaczach treści… A chodzi za mną od rana, jakże nieadekwatna do okoliczności przyrody Pidżama Porno „jesteś mgłą, stań na peronie, znajdę tobie miejsce w wagonie, jesteś mgłą…”
ahhhh… życie jest piękne! :D

28.05.2014
Wiosna w lesie…
To ten moment, kiedy czytając w łóżku wieczorem, kątem oka dostrzegasz jakiś ruch, spoglądasz, choć wierzysz, że ci się tylko wydawało, a tu… a tu po poduszce kroczy dumnie włochaty czarny pająk wielkości pięciozłotówki czyli malutkiej tarantuli…
Albo kiedy malując przy otwartym oknie i dalekich odgłosach ulicy, odgadujesz rodzaje przejeżdżających motocykli po brzmieniu silnika, aż tu nagle z daleka nadjeżdżający Harley zbliża się pod sam dom po czym wlatuje przez okno! Gdyż akurat pomyliłaś się co do niego i okazał się być po prostu monstrualnym szerszeniem…
Albo kiedy wychodząc wyłączasz dom z kontaktu w obawie przed wiecznie nadchodzącą i nigdy nie zapowiedzianą burzą, a po powrocie kontynuujesz pertraktacje o terytoria sporne i utrzymanie granic z mrówkami… I masz nadzieję, że na rozmowach pokojowych się zakończy i żadna ze stron nie będzie zmuszona do użycia siły, bo w sumie przecież nie lubisz przemocy a wręcz kochasz wszystkie żyjątka (nawet te włochate albo warczące groźnie)…

30.05.2014
Dostałam zapalenia spojówek! Chyba… A właściwie jednej spojówki… Lewej, więc wyglądałam jakby mnie ktoś prawym sierpowym potraktował bez ostrzeżenia. Powieki jak obważanki pozostawiły niewiele miejsca pomiędzy sobą, a po czewonym białku przepływali co chwila obcy. Zieloni obcy coby była jaksość w kwestii kolorów. Obcy zasłaniali połowę i tak zawężonego pola widzenia i zbierali się w kąciku w ilościach imponujących nawet łagodnemu zapaleniu zatok! Do okulisty się nie dostałam, bo termin najbliższy na wtorek, ale właściwie dziś już jest duuuużo lepiej…  No i słońce wyszło, więc okulary ciemne można nosić nie wzbudzając podejrzeń.

31.05.2014
Nie jestem na czasie z modą, trendami i wszelkimi nowymi zjawiskami społecznymi w świecie, więc nie wiem – może ktoś już kiedyś na ten temat napisał jakąś poważną rozprawę w jakimś poważnym tygodniku…? Nie orientuję się, chciałam tylko trochę się ponaśmiewać z własnych znajomych ;) (mam nadzieję, że potraktujecie to z rezerwą i nie usuniecie mnie z kontaktów od razu)
Otóż temat „rozprawy” brzmi: „Strach przed odpowiedzialnością i zagłuszanie instynktów  a zdrowie psychiczne psa domowego. Na podstawie czterech par znajomych w średnio-młodym wieku adoptujących psy zamiast dzieci i przelewających na zwierzęta instynkt macierzyński/tacierzyński własny.”
Temat jest poważniejszy niż by się zdawało! Bo nie chodzi już tylko o tony zdjęć na fejsie opisane komentarzami w stylu: Pusia je papu am am, Pusia sika, Pusia śpi (słodko jak aniołeczek, nieprawdaż?), Pusia zjadła kapeć, ojejku jaka niegrzeczna, Pusia choruje! Pusia zdrowieje, Pusia wyzdrowiała, hurra! Pusia znów biega!  itd…
Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że nie dotyczy osób samotnych lecz PAR! Nie chodzi też o to, że nagle znajomi znikają z życia towarzyskiego, nie wyjeżdżają, bo nie zostawią psa samego w domu, nie wezmą do baru (za głośno), a jeśli już to wracać zaraz muszą, bo wiadomo – pora karmienia!!! No i spania… Ani nie chodzi o to, że nie masz już z takimi znajomymi tematów do rozmowy, bo każda kończy się opowieściami o pupilku i tym jak to ostatnio miał niestrawność, zgagę, zadyszkę, kolkę czy inną, nie oszukujmy się, TYPOWO LUDZKĄ przypadłość… A przez telefon słyszysz: nie mogę teraz rozmawiać, bo karmię psa… albo masuję mu brzuszek po karmieniu (autentyk!)… Albo wychodzę z psem na spacer…
Chodzi głównie o to, że to zwykle ludzie nie pierwszej już młodości (po 30-tce), którzy z jakichś przyczyn nie zdecydowali się jeszcze na dziecko a psa sprawili sobie ZAMIAST. Czy to świadomie czy nieświadomie traktują go jak własne dziecko, upośledzając tym naturalne instynkty zwierzęcia (widziałam na własne oczy psa, który nie umiał wejść do lasu i wyglądał jakby wysoka trawa i krzaki kuły go w łapy, za to wspaniale czuł się na krześle przy stole i na kanapie)…  Nie przeszkadza mi to, że ludzie śpią razem z psem, jedzą razem z psem czy inne rzeczy robią, ale oprócz! OPRÓCZ kochani a nie zamiast! Zróbcie sobie (lub zaadoptujcie) prawdziwe LUDZKIE dziecko a dopiero potem róbcie wszystko to co robicie razem z psem! Ciekawe komu starczy miłości i odwagi? ;)
Oczywiście to dlaczego młodzi i dobrze zarabiający ludzie nie decydują się na dzieci to poważniejsza i bardziej złożona kwestia, której nie będę tu teraz roztrząsać ani analizować, czemu jedynacy czy najmłodsi z rodzeństwa wychowywani sa w poczuciu braku jakiejkolwiek odpowiedzialności i jak ta nieumiejętność brania odpowiedzialności za innych przekłada się na życiowe decyzje… Jest tyle osieroconych dzieci, które potrzebują ludzkiej miłości dużo bardziej niż zwierzęta, a ci ludzie najwyraźniej mają jej w nadmiarze, skoro zwierzę potrafią „obdarować” aż tak…
Jest dla mnie w tej całej sytuacji coś tak wielce niestosownego… niewłaściwego… sprzecznego z naturą i zdrowym rozsądkiem… Jakaś taka… trywializacja życia i uczuć wyższych, spłycanie wartości, pomieszanie priorytetów…! No i chyba na dłuższą metę głupota – jak picie coli gdy człowiek jest głodny a jedzenie leży w sąsiednim pokoju i trzeba by wstać i przynieść…

2.06.2014
Impreza przedszkolna 3w1 – z okazji dnia matki, ojca i dziecka…
Z takich imprez zawsze wychodzę załamana. Trudno właściwie stwierdzić czym… A to stoły uginające się pod ciężarem syfu takiego, że już na sam widok wątroba moja płacze, a to rodzice karmiący 1,5-roczne berbecie czipsami i colą, a to panie-ciocie na szpilkach lansujące się zamiast patrzeć gdzie dzieci (akurat tego w nowym przedszkolu nie ma! to naprawdę wielki plus), a to tematyka wierszyków i piosenek… no właśnie… takiej ilości wyświechtanych stereotypów na temat rodziny jak dziś na szkolnym występie, to chyba w życiu całym nie słyszałam! Że mama to a tata tamto i mama tak a tata siak i ani-kurwa-rusz-ni-chuja żeby mogło być inaczej! O JA PIIIIII….! Sorry za wulgaryzmy ale nie mogłam no… Przeczytałam jakiś czas temu cały oryginalny projekt o GENDER (raptem kilkanaście stron) i nie znalazłam tam nic z tego czym straszą przeciwnicy, politycy i klerycy, wątpię, żeby w ogóle większość z nich rozumiała problem… Problem jest właśnie w braku gender! Problem jest w takich małych, wioskowych szkołach, gdzie wpaja się dzieciom przedpotopowe stereotypy płciowe i dziwne wartości! No ale i tak jest o NIEBO lepiej niż w starym przedszkolu, więc w zasadzie nie powinnam w ogóle narzekać.
Do tego padło mi na drugie oko, więc wyglądałam jakbym cały czas płakała – ze wzruszenia oczywiście (tudzież żalu nad dzieciństwem własnem utraconem) buahahaha… przynajmniej symetrycznie…

16.06.2014
Osobiście poweekendowo
Porządek nie był w moim rodzinnym domu priorytetem. Może to nawet zbyt łagodnie powiedziane… No było brudno no. Nie wyniosłam więc z domu zamiłowania, znajomi i przyjaciele dalsi i bliźsi kiedy nas odwiedzają to a to umyją kuchenkę, a to kibel, bo taką mają potrzbę patrząc nań. Nie wiem jak w tym kontekście rozpatrywać fakt, że wyszłam za Niemca hehehe, (który to niemiecki porządek próbował w me życie wprowadzić bezskutecznie)?  Uprzedzając pytania – z trudem bo z trudem, ale tak – ciągle jesteśmy razem ;]
Na tak po krótce naszkicowanym tle wyobraźcie sobie jakież było moje zdziwienie, kiedy to po 5 latach bezrefleksyjnego użytkowania kuchni własnej,  zmuszona byłam dziś rano zajrzec NA wiszące wysoko szafki kuchenne… Jeszcze z rok i warstwę tłuszczo-kurzu trzeba by było usuwać szpachelką… i po tipsach :P
Poza tym weekend super – pierwszy kurs mozaikowo-filcowy zakończył się pełnym sukcesem – dziewczyny naprodukowały pięknych rzeczy, jak pozwolą to wstawię ;]
W pracowni też już posprzątane.

18.06.2014
Z Olafem nie ma już śmiesznych rozmów, bywają za to bardzo ekspresyjne monologi jak choćby dziś w drodze z przedszkola:
– z moim kolegą Jasiem, znaczy Grzesiem zbudowaliśmy port, który miał drogi dla statków i drogi dla samochodów, najpierw zrobiliśmy wyścigi ale było dużo zniszczeń i postanowiliśmy zrobić port… (oddech) a potem przyszedł Karol jako pies i zniszczył nam wierzę obserwalniczą, ale zaraz ją odbudowaliśmy, ale w końcu przyjechała policja czyli Maciek z Tomkiem… (oddech) ale ładnie pachnie chlebem! Może tu gdzieś jest piekarnia?  Z południa pachnie, pojedźmy tam! A wiesz mama, że jutro jest Boże Ciało? I idziemy do kościoła!
– o? – reaguję błyskawicznie wyrwana z kontekstu – kto idzie do kościoła?
– no my idziemy, całą rodziną!
I jak z tego wybrnąć bezboleśnie nie rujnując niczyjego światopoglądu ani nie obrażając uczuć religijnych???
;]

24.06.2014
O wchodzeniu na orbitę i sprowadzaniu na ziemię

Objadamy się z Olafem jagodami prosto z krzaczków, gdy nagle dopada mnie sentymentalne wspomnienie wyjazdów kolonijnych na Piaski Królewskie z głębokiego dzieciństwa i mówię:
– jak byłam mała to zawsze na jagodach śpiewaliśmy taką piosenkę – i tutaj następuje pełna ekspresji oraz nie zawsze zamierzonych efektów dźwiękowych, wersja popularnego niegdyś przeboju „jesteśmy jagódki, czarne jagódki, mieszkamy w lesie zieloOnym…” kiedy wreszcie ją kończę a spłoszone ptactwo bezpiecznie ląduje w sąsiedniej wsi, dumna i blada, z emocjami w zenicie i oczami pełnymi łez wzruszenia nad samą sobą, swoim śpiewem, lasem, przeszłością, przyszłością, teraźniejszością, ciągłością i powtarzalnością  cyklu przyrody, życia i śmierci, piękna i bogactwa Matki Ziemi… pytam się syna – a ty? znasz taką piękną piosenkę?
– nie
– a chcesz się nauczyć???
– nie

7.07.2014
Jeśli chodzi o inwentarz żywy to przybyło nam 7 małych gupików, dwa czynne gniazda os a mrówek nie przekonały moje rzeczowe argumenty i wyroiły się w łazience… Wyroiły się znaczy że wyleciało ze szpary w podłodze 895 latających mrówek, które co prawda nie gryzą, ale są wszędzie – jedną wczoraj w połowie zjadłam (wypiłam?) z herbatą… Tak w temacie diety wegetariańskiej to jeszcze zjadam czereśnie z dużą zawartością robaczków i UWAGA! Nie przeszkadza mi to wcale! Nic z tego co powyżej mi nie przeszkadza – mi, która jeszcze 5 lat temu uciekała na widok byle osy, a mrówek nienawidziła nienawiścia szczerą acz bliżej nieuzasadnioną! Mordowała wszelkie robactwo latające, pełzające i biegające. O „eksperymentach”, którym je poddawała w głębokim dzieciństwie to nawet nie wspomnę, bo wstyd po dziś dzień…
:]

8.07.2014
Dawno już nie odbierałam telefonów z pytaniem o biskupa, (co na początku mojej przygody z komórką było nagminne), bądź też telefonów zaczynających się od „niechbędziepochwalonyjezuschrystus” albo „szczęśćboże”… I jak tu się ustosunkować do takiego powitania???  Nie jestem totalnym ignorantem i czywiście wiem CO się odpowiada, ale księdzu i na żywo, a z zaskoczenia i przez komórkę zawsze pozostawałam z niedomkniętą buzią dukając jakieś „yyy… niech” albo „szczęść” a czasem „nawzajem”. Komórkę nabyłam, dopiero kiedy stało się to niezbędne a większość znajomych zdążyła już zmienić numery ze 2 razy, więc zapewne dostał mi się jakiś pokościelny i to wysoko postawiony ;P a telefony przeważnie były z krakowskich numerów stacjonarnych… I kiedy zdążyłam już o tym zapomnieć dziś rano zadzwonił pan do kancelarii diecezji! A ja głupia znów odruchowo powiedziałam że to pomyłka!
Z przypadkowych powiązań z wysoko postawionymi to jeszcze obecny prezydent zabrał mnie kiedyś na stopa – DWA RAZY! Chwaliłam się?
Taki lansik ;]

15.07.2014
W całej swojej uczciwości (czyt. naiwności) odwiedziłam ostatnio małomiasteczkowy URZĄD SKARBOWY! Dobrowolnie. Dowiedzieć się chciałam, znaczy być może nawet PODATEK zapłacić! Idę więc do informacji a tam karteczka „pok. 15” no to szukam, pukam, wchodzę „dzień dobry ja po informację, blebleble”… W odpowiedzi cisza. Nikt nawet nie podniósł głowy znad kompa. Odchrząkam, powtarzam. Jedna, nadal nie podnoszą wzroku rzuca „okienko nr 8” no to wracam, szukam, patrzę, a to okienko informacyjne jest przecież z karteczką „pok. 15”. Wracam, podkurwiona na razie tylko LEKKO, tłumaczę raz jeszcze. No to się chociaż spojrzała i do kolejnego pokoju mnie pokierowała… A tam kolejne 8 biurw za swoimi kompami i zero reakcji… W końcu jakaś wstała, otworzyła ukryte drzwi w ścianie i burknęła „prosz do okienka” na co ja z nadzieją do tych drzwi ruszam a ona do mnie „ale naokoło!”… hrhrhrhrrrrrrrr…. No to idę naokoło, zasiadam nareszcie przed okienkiem nr 8, objaśniam swoje wątpliwości na co pani wręcza mi wizytówkę z numerem infolinii krajowej informacji podatkowej, bo sama się nie orientuje….. buahahahahahahaha!
Kurtyna opada z rezygnacją, szara strefa rośnie w siłę.

24.07.2014
przemeblowanie
Przemeblowanie zarządziłam w salonie i odkurzanie za szafkami za którymi odkurzane nie było jeszcze NIGDY (nigdy trwa dopiero 5 lat). Dźwiganie ciężkich mebli i ustawianie na próbę tu czy tam, żeby ostatecznie wynieść część na strych, bo zawalają… No ale koniec końców jest pięknie! Fengszuj nam się zdecydowanie poprawił. Kąt odpowiedzialny za miłość i związki odświerzony został najbardziej oraz ten od kariery też znacznie. Efekty na razie są takie, że nie mam swojego ulubionego kąta komputerowego i muszę sobie znaleźć nowy… Jest inaczej, więc poruszamy się po domu inaczej, patrzymy z innej perspektywy to i myślimy inaczej…
Zmiany, choć czasem trudne, są dobre – ZAWSZE! :)

30.07.2014
5 dni w Dojczlandzie z dzieckiem = 2tys.km. na liczniku, 16 dłuuuuugich godzin w drodze , 16 krótkich godzin na basenie (z czego 8 w rurze-zjeżdżalni i 4 w błocie), oparzenia słoneczne 1stopnia na brzuchu i cyckach,  (a wakacje właściwe dopiero w sierpniu!) i zaledwie jedna poczyniona obserwacja socjologiczno-etnograficzno-kulturoznawcza: mentalnie zaczynam tu coraz bardziej pasować ale fizycznie coraz mniej, gdyż Niemcy przez ostatnie 10 lat przytyli tak niewyobrażalnie, że NIE MA już na basenie „normalnych” par bez 20 kg nadwagi (na osobę, nie parę!), a ja to już w ogóle wyglądam jak żywcem z obozu zagłady tudzież plakatu o anoreksji…
Także no… Jak się ktoś chce z kompleksów wyleczyć, że ma za dużo kilogram, dwa czy pięć tu czy tam, to już nie trzeba do hameryki latać!
;P

1.08.2014
Rozmowy przy podlewaniu pomidorów po powrocie z „Europy” ;P
– powiedziałem pomidorom, że jak będą w nocy pukały do moich drzwi i nie dadzą mi spać, to się na nie zezłoszczę i ich nie zjem! – mówi Olaf z powagą
– no ciekawe jak pomidory mogą pukać do twoich dzwi, przecież one nie chodzą…?
– ale w nocy jest przecież MAGIA!
– aaa… no tak!  – że ja głupia nie wiedziałam takich oczywistych rzeczy!
– nie wiedziałaś o tym co? bo tu w Polsce to nie ma za wiele tej magii
– w Polsce nie ma? to gdzie jest więcej?
– no w EUROPIE!!!
ach tak…
Życie to teatr
Chciałam pożyczyć od Olafa miecz na próbę (teatralną) i skończyło się 2 minutami tłumaczenia na czym polega teatr w ogóle (i dlaczego akurat teraz potrzeba miecza) oraz jego półgodzinnym słowotokiem, z którego zapisałam na szybko co zdążyłam na wyrywki, jako że akurat przy kompie siedziałam…
– a dlaczego by nie zrobić takiej sztuki, gdzie nie byłoby starożytnych greków tylko normalni ludzie co sobie chodzą po mieście, idą do  sklepu, udają że robią zakupy i udają że są panią w kasie…?
– no bo to byłoby trochę nudne raczej, ludzie chodzą do teatru żeby coś ciekawego zobaczyć,  innego niż to co mają w życiu na codzień… (?)
– no albo dlaczego by nie zrobić takiej sztuki żeby była jakaś dziewczyna zakochana w jakimś panu i robiliby sobie wszystko razem i mieli potem małe dziecko razem…
– takie romantyczne historie to akurat istnieją
– no a dlaczego by nie zrobić takiej sztuki, żeby była taka farma, gdzie nie płaciłoby się pieniędzmi tylko chodziło ze szklanką do krowy i krowa dawałaby mleko a w sklepach też nie trzeba by płacić tylko dzieci same mogłyby chodzić i brać sobie co by chciały na przykład lego-statki i lego-samochody i lego-pociągi i lego-domy i wszystko co by tylko chciały to mogłyby sobie brać same bez rodziców…? A w przedszkolach nie byłoby cioć tylko mamy z dziećmi, a w szpitalach nie byłoby zastrzyków tylko normalne lekarstwa, a w egipcie nie byłoby wielkich głazów do budowy piramid tylko małe kamienie? I że gumy do żucia nie są trujące tylko pomagają, bo są z owoców i wszyscy jedli by zdrowe rzeczy na przykład marchewki, brokuł, sałata, pomidory, koper włoski by pili taką herbatę… No i krowy by robiły sojowe mlego! Dlaczego by tak nie było? A domy byłyby z gałązek i liści i płatków kwiatów, a diesle nie miałyby swoich spalin zanieczyszczających tylko takie co pomagają roślinom i trawie… A auta byłyby robione na przykład z siana a paliwo z trawy na przykład z mleczy i innych roślin, które by wytwarzały substancje, a węgiel nie byłby czarny, a wszystkie źródła wody byłyby czyste, a zima nie byłaby zimna jak lód tylko ciepła jak dom a wiosna i lato i jesień też… I dlaczego nie byłoby tak fajnie? Jak teraz….
– aaa… ty mówisz cały czas o teatrze czy o świecie?
– yyy… no o świecie!
Lekki wpływ bajek na CD Pawlikowskiej ale wyobraźnią to już mnie chyba przerósł…

5.08.2014
– mama a bawimy się w pszczółki i ul?
– no dobra to co mam robić?
– no ja będę pszczółką a ty ulem, ty będziesz stała a ja będę w tobie zbierał miód!

– tata pobawimy się w sklep?
– nie mam czasu
– tata, no pobawmy się w sklep! Taki z cukierkami i lodami i samymi dobrymi rzeczami co lubisz!!!
– no dobra… dzieńdobry, poproszę loda i żelki
– nie ma. Niestety już zamknięte, musi pan przyjść  jutro.

5.09.2014
Przemalowując stare vedicowe obrazy doznaję kolejnych „olśnień”! Czemu ten pejzaż nie ma nieba? Czemu ta postać nie ma głowy? A tamta cztery ma ręce? I czemu drzewo jest czarne? itp… Nie znaczy to, że każdy pejzaż ma mieć niebo, a każda namalowana postać głowę, ale w tym akurat wypadku, dla tego akurat tematu, TO jest pytanie za 100punktów! I odpowiedź przychodzi momentalnie – takie olśnienie! Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć!??
Maluję obrazek na konkretny temat, w którym posiadanie (bądź nie posiadanie) głowy/ręki/pleców itp. ma symboliczne znaczenie, choć o tym wcześniej nie myślałam i wcale nie planowałam, że będzie tam jakaś postać… Nagle moje własne stare obrazy zaczynają do mnie mówić swoim językiem! I na tym polega piękno tej metody! :)
Wszystkie obrazy zwykle mówią, ale bywają  tematy trudne, po 3 razy zaczynane, przemalowywane i nigdy nie skończone, z którymi nie umiałam się dogadać…
Na wszystko przychodzi właściwy czas.

20.09.2014
OBCY
I znów wystarczyło, że zaczęliśmy nieco bardziej aktywnie myśleć o nowym miejscu zamieszkania, a DOM od razu zwraca na siebie uwagę róznymi takimi drobnymi problemami… Zupełnie jak dziecko. W sobotę na ten przykład wchodzę do górnej łazienki a na podłodze brązowo-czarne błoto! W okolicach kibelka zaległo z wielkim rozchlapem na wszystko inne wokoło, więc moje skojarzenie było jednoznaczne – Olaf nie  wcelował  czy też nie zdążył i zrobił WSZYSTKO n a podłogę!!!?
Ale po bliższych oględzinach okazało się że to nie to… i że to coś, uwaga uwaga… KAPIE Z SUFITU! :O  Brunatna bezzapachowa plama rozlewa się po białym suficie niczm obcy w horrorach i ścieka na białe kafelki… No szok! Na strychu ani śladu niczego, deszcz nie padał, rura żadna tam nie przechodzi, bo to już pod samym dachem…
I co tu robić? Po kogo dzwonić? Dzwonię do PZU. Pani zdezorientowana wysyła do nas hydraulika i znowu szok! Bo hydraulikiem  okazuje się być kto??? Otóż nie kto inny lecz ten sam koleś od gazu, który jakieś pół roku temu niemal poraził (albo niemal wysadził w powietrze), się (albo i nas) przecinając podłączony do kontaktu kabel od działąjącego pieca… A teraz jest hydraulikiem z PZU…! buahahahaha
Faktycznie coraz częściej zaczynam myśleć, że moje życie mogło by być scenariuszem do jakiejś surrealistycznej komedii klasy D.
– i  jak się pani z tym czuje? – pyta niezmiennie spokojnym głosem psychoterapeuta
– no… dobrze się czuję… tylko nie wiem co zrobić z tym obcym?
(I  nawet nie mogę powiedzieć, że żartowałam, nigdy nie byłam u psychoterapeuty)

21.09.2014
Prawda jest taka, że wernisaż udał się wyjątkowo. Sprzedano kilka obrazków, pogoda dopisała, więc wieczorem zrobiliśmy ognisko a nocą przenieśliśmy się do domku na wodzie, gdzie kontynuowaliśmy spożywanie napojów wyskokowych… Do domu wróciłam przed północą w stanie wskazującym oraz w euforii (nie wiem co tam jeszcze było w tych nalewkach, ale już dawno nie upiłam się na aż tak euforycznie!). Do tego stopnia, że mąż postawił mi pod łóżkiem miednicę… Nie, nie była potrzebna.
Również dnia następnego żadnego bólu głowy czy innych objawów – no NIC! Euforia troszkę osłabła i to wszystko.
Konsekwencją zaś upijania się w towarzystwie osób częściowo niepijących było to, że nazajutrz dzwoni do mnie znajoma: no słuchaj, zgodnie z obietnicą wczorajszą (tu zaczyna się przyspieszony proces myślowy mający na celu odgrzebanie z zakamarków pamięci wszystkich obietnic, jakie mogłam komukolwiek w tej euforii złożyć), umówiliśmy cię na spotkanie z tym a tym! Jutro o 10-tej masz się stawić tam a tam….. (tu mój proces myślowy gwałtownie ustaje po czym rusza baaardzo powoli w drugą stronę) Nie zapomnij! Tylko powołaj się na nas!
…yyyyy? pójść, powołać się, OK, ale… w jakiej sprawie ja chciałam spotkać się z tym a tym???
No w końcu sobie przypomniałam, spoko, poszłam, powołałam się, załatwiłam, DZIĘKUJĘ! <3 Ale moment grozy był!
Eehhh… jak ja kocham ludzi wszystkich bez wyjątków! :D (taki skutek uboczny euforii…?)

22.09.2014
Żeby nie było, że muszą się dziać awarie czy imprezy żebym pisała – dziś notka lingwistyczno-kulinarna:
Królem ogródka 2014 został proszę państwa JARMUŻ! Mimo klęski urodzaju pomidorów koktajlowych oraz wyjątkowej pokaźności rzodkiewek, które na krowiej kupie osiągały wielkości pomidorów zwykłych (i nie były przy tym spróchniałe ani popękane)! Jednakowoż JARMUŻ wygrał już w przedbiegach za samą nazwę swoją i w zasadzie wystarczyłoby żeby mi wykiełkował a już by wygrał… No taka prawda – nie ma sprawiedliwości w rolnictwie takoż profesjonalnym (patrz sadowników jabłkowych) jakoż i amatorskim…
JARMUŻ brzmi po prostu przepięknie! Z lekka słowiańsko (żeby nie powiedzieć rosyjsko), z wyraźną nutą francuską, zwłaszcza gdy ktoś nie wymawia eHRRR… A nawet jak ktoś czyta po angielsku przez dż to też jest ładnie.
JARMUŻ smakuje w każdej postaci. Z wyjątkiem surowej, ale w soku już tak. JARMUŻ można smarzyć, dusić, gotować – doskonale komponuje się z wędzonką (np wędzone tofu lub wędzona papryka w proszku) zwłaszcza w zupie! Można go nawet piec w piekarniku z solą na zdrowe, pyszne, chrupkie, rozpadające się w ustach czipsy jarmużowe! Ponadto JARMUŻ jest megazdrowy i porzyteczny, więc należy go jeść! Najgorsze że nie łatwo go kupić w sklepach dużych sieciowych marketach ani na rynku… Ale jak tylko masz kawałek ogródka lub balkonu to JARMUŻ rośnie łatwo i szybko i nie ma wymagań (poza tym, że woli cień).
A jeśli to wszystko jeszcze Was nie przekonało to powiedzcie w tej chwili na głos, ale koniecznie na głos: KOCHAM JAHRHRMUSZ!
;P

25.09.2014
W snach ostatnio zaczynam pracę – nową, ciekawą, świetnie płatną pracę… Raz byłam stewardessą dorywczo – raz w tygodniu latałam z wielką niemiecką Helgą do Hannoveru. Chciałam częściej, ale Helga miała więcej chętnych dziewczyn jak ja… A dziś z kolei pracowałam w korporacji! Wciągnięta przez znajomą w miejsce innej znajomej, co odeszła… Dosłownie bardzo zaniedbane miejsce…
Czy to znak? Czy czas już rozejrzeć się za ZUPEŁNIE nową i dobrze płatną pracą…? Czyli czas wyemigrować???
Zaś w rzeczywistej, wielce dorywczej i słabo płatnej pracy słucham rozmów dzieci wczesnonastoletnich i z każdym kolejnym razem załamuję się coraz bardziej (kiedyś w końcu wyjdę z płaczem)! Niedawno zostałam  uświadomiona w kwestiach telewizyjno-reklamowych oraz aktualnie obowiązujących trendo-modowych… załamka. Ja nie chcę żeby mój syn też był taki! :O

1.10.2014
– mama, a może byś sobie pojechała na jakąś damską wycieczke?
– na co???
– no może byś sobie pojechała gdzieś sama teraz?
– yyy… nie, nie mam ochoty jechać teraz nigdzie sama, a w ogóle o co ci chodzi?
Po chwili
– tata, a może my sobie pojedziemy na jakąś męską wycieczkę sami bez mamy?
I pojechali!!! Wyobrażacie sobie???
:O

9.10.2014
Śniła mi się przestrzeń wielkości małego pokoju, w której… nie było czasu i nie działały chyba jakieś prawa fizyki, bo cała materia była na raz i nie miała „granic”. Tzn wszystko, co się tam znajdowało było w tym samym miejscu na raz – jakby nakładało się na siebie – szafka nakładała się na ścianę, podłogę, kwiatek, doniczkę, ubrania nie leżały na półce tylko częściowo w półce i w sobie nawzajem, itp… wszystko było jednocześnie i trudno się było w tym połapać. Niesamowite wrażenie!
Taki sen w pełnię…

14.10.2014
Bardzo osobiście i lekko hardkorowo
Na urodziny zafundowałam sobie w tym roku, nie do końca świadomie, konfrontację z traumą z dzieciństwa… Bo otóż w wieku lat 5 i pół  wysłano mnie jako „opiekunkę” z młodszą siostrą (lat 3!!!) na 3 miesiące do sanatorium do Jelitkowa. Bez mamy oczywiście. Nie oceniam samego faktu i motywacji rodziców, czasy były inne… Siostra niewiele pamięta, choć wróciła być może i zdrowsza, ja zaś pamiętam wszystko – wypaliło mi się ciężką traumą na długie lata. No i pojechałam zdrowa a wróciłam z całym bagażem chorób, z których to wyleczyła mnie dopiero po kolejnych prawie 20 latach chińska medycyna…
No a teraz spontanicznie wybraliśmy się nad morze, jak się okazało do Jelitkowa właśnie. I kiedy tak opowiadałam Olafowi wszystko, choć bez tych najbardziej hardkorowych szczegółów w stylu nieudanych pobierań krwi, zastrzyków, po których traciłam przytomność, czyszczenia zatok maszyną ssącą przez NOS!!! Tylko te bardziej zrozumiałe jak tęsknota za mamą i święta spędzone samotnie, a on słuchał z rosnącym przerażeniem i kiedy na koniec prawie się rozpłakawszy ze smutku stanął i przytulił mnie mówiąc „biedna mamusia”… to nagle to 5-letnie dziecko we mnie, zostawione samo daleko od domu z ciężarem odpowiedzialności za drugie jeszcze mniejsze dziecko, nagle ono zostało WRESZCIE utulone, ukochane i zaopiekowane i nagle wszystko minęło…
Budynek też już dawno zburzony a w jego miejscu stoją nowe domy…

17.10.2014
Śniło mi się że jechałam środkiem wielkiego miasta na platformie pociągu towarowego i patrzyłam na wszystko lekko z góry… Tramwaje, samochody, autobusy, ludzie, policja na motocyklach, dźwigi dźwigające jakieś żelastwo, które o mało nie uderzyło mnie w głowę.
W końcu się zorientowałam, że to nie może być pociąg, bo już dawno zjechał z torów. A kiedy się zatrzymał usiadł koło mnie przystojny chłopak od załadunku, wyjął papier i ołówki i zaczęliśmy rysować… Spod moich rąk wychodziły najpiękniejsze rysunki ołówkiem, jakie kiedykolwiek widziałam (tak mi się przynajmniej wydawało) a on spojrzał i stwierdził że chyba jestem nie z pełna rozumu! Znaczy że chyba choruję na głowę i powinnam się leczyć… Taką diagnozę mi wystawił znaczy!
A potem wsiadła kobieta i usiadła po mojej drugiej stronie i też zaczęła rysować a ten chłopak polecał jej jakieś kursy weekendowe, na które chodzi z dziećmi i sam się tam nauczył rysunku… I kiedy tak sobie flirtowali w najlepsze, ja siedząca pomiędzy nimi próbowałam też dodać swoje całkiem realistyczne trzy grosze, że ja też prowadzę kursy i też rysunku a nawet malarstwa i też mogą być weekendowe, ale oni w ogóle nie zwracali na mnie uwagi…! Taka olewka i jeszcze skierowanie do psychiatry, no dzięki, bardzo ładny sen, czuję się  po nim wprost wyśmienicie i miłego weekendu wszystkim życzę nucąc radośnie: „wszyscy jedziemy na tym samym wózku, od strachu ratuje nas tylko defekt mózgu”…

22.10.2014
Kiedy zdarte zostaną wszystkie warstwy i nie ma już nic, pozostaje strach. Na samym dnie obranej z emocji psychiki, jest jak rdzeń, jak sedno istnienia. Pierwotny organiczny strach, który ściska serce i luzuje zwieracze.
W klaustrofobicznym  labiryncie szpitalnych korytarzy błądzę w środku nocy. Nie pomagają strzałki,  napisy na pożółkłych tablicach, paraliżujące zapachy, ludzkie krzyki i dziecięcy płacz. I właśnie tam, kiedy wiem, że nie ma już odwrotu, bo nie pamiętam jak wrócić przez te wszystkie oddziały, bloki, piętra, windy i klatki schodowe, właśnie wtedy czuję jak rodzi się we mnie siła – z braku wyboru, z konieczności zaufania losowi, rodzi się gdzieś w środku brzucha i promieniuje na zewnątrz. Siła, dzięki której strach nie obezwładnia aż tak bardzo, choć nadal jest, można przynajmniej spojrzeć mu w oczy….
A rano nie wiem czy to nie był zły sen? Wyczerpujący, męczący, choć z happyendem… tyle że bandaż jest prawdziwy.

Wyżej opisana sytuacja zaistniała w ubiegłym tygodniu, dotyczyła głównie syna i skończyła się dobrze. Posiwiałe w trybie pilnym włosy też zostały już ufarbowane farbą ziołową typu henna, efekt zadowalający, za co dziękuję sponsorowi dzisiejszej notki – firmie Khadi. Dziękuję też G. Małachowowi – autorowi bardzo skutecznej metody oczyszczania pola energetycznego, którą stosują od 3 tygodni.
;)

31.10.2014
– nie lubi pani helołin? Eee to pani jest jakaś dziwna – powiedziała do mnie zawiedziona 10-latka na zajęciach plastycznych wczoraj… I chyba miała racje, myślę dziś patrząc na fejsbuk pełen dumnych zdjęć starych i młodych wymalowanych na trupio ludzi – chyba to ja jestem jakaś dziwna, że mnie to się nie podoba absolutnie a wręcz obrzydza… Heloł!? Ludzie? Czujecie się fajniej ze sztucznymi ranami albo karaluchem na buzi? Ja rozumiem, że każda okazja do zabawy jest dobra a śmierć to nie tabu, ale robienie kultu z rozkładu, zgnilizny, wampirów i krwi jest… yyy… dziwne…?
Czy może mnie ktoś oświeci, przekona? ;)

7.11.2014
Śniły mi się prace konserwatorskie wewnątrz wysokiej wieży. TAK wysokiej, że na szczycie zanikała już grawitacja i nie było czym oddychać… co dawało ciekawe możliwości przemieszczania się swobodnego w dół a nawet, przy minimalnym wysiłki,  w górę – jednym słowem BIG FUN! Patrząc  w dół widziało się bezdenną studnię z kolorowo pomalowanymi ścianami. Skończyłam akurat pracę na dziś i postanowiłam sobie swobodnie spaść na dół (przy samej ziemi był jakiś mechanizm wyhamowujący), ale tym razem bez maski i ubrań ochronnych! Spadanie było bosko przyjemne! Powolne i lekkie, choć jednostajnie przyspieszone, tylko to rozrzedzone powietrze strasznie szczypało w skórę i nos i płuca i wszędzie…
Taki sen w pełnię listopadową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *